- Pomożesz mi? – Zapytał w końcu, wtedy dopiero zdałam sobie sprawę, że on dalej walczy, mimo to nie ruszałam się - Przecież sobie radzisz – Wzruszyłam ramionami
- Jeszcze – Jeden z nich padł na ziemię, ale w jego stronę leciały dwa następne, może i nie były zbyt szybkie, ale miał na głowie jeszcze trzech
- Zrób to, zrób tamto, co ja dziewczyna na posyłki? – Mruknęłam ciągle stojąc w cieniu, zabawne było to, że nie zwracały na mnie nawet uwagi, były zbyt zajęte chłopakiem, który sprawnie omijał ich ruchy
- Możemy o tym pogadać później? – Jęknął, a ja jedynie pokręciłam głową na znak, że nie możemy. W sumie całkiem dobrze mu szła walka, ale zaczynało się ich robić za dużo, jeśli wrócę bez niego, lub z nim, ale w stanie zakażonym, oberwie mi się. Niezbyt mam ochotę wysłuchiwać, że nie powinniśmy się rozdzielać, ale co ja poradzę, że tak jest szybciej? Poza tym, niech się uczy
- Lubię truskawki – Zaczęłam – Tak, wręcz je uwielbiam, wszystko co ma w sobie odrobinę truskawki – Wyznałam ze spokojem rozmarzając się o wielkim ciastku z truskawkami
- To chyba nie jest odpowiedni moment – Odezwał się ciągle walcząc
- Od razu, że nie jest – Przewróciłam oczami i obserwowałam go … Mam za dobre serce, zdecydowanie za dobre. W moich dłoniach pojawił się łuk, dawno już go nie używałam, ale nie chce mi się nawet do nich podchodzić, a tak wystarczy kilka strzał i wszyscy leżą
- Na mój znak się odsuń – Powiedziałam beznamiętnie, naciągnęłam jedną strzałę i wymierzyłam – Na bok! – Krzyknęłam, chłopak wykonał moje polecenie, a strzała znalazła się w głowię zombiaka. Tak się stało z pozostałymi, oczywiście pomijając fakt, iż kilka razy spudłowałam. Łuk zniknął, a ja spojrzałam na chłopaka zimnym spojrzeniem
- Łuk to jednak nie moja bajka. Znalazłeś coś, chociaż? – Zapytałam poprawiając włosy i kopiąc jedno z ciał
- Rybę – Zadowolony z siebie pokazał mi konserwę, na której był obrazek ryby. Chyba, jeszcze takiej u nas nie było
- Dobre znalezisko, ale na dzisiaj wystarczy przygód, wracamy. Ugryzł Cię jakiś? – Przymrużyłam oczy
- Nie, nawet mnie nie tknęli – Jego głos był pewny
- To dobrze, nie muszę Ci nic odcinać – Uśmiechnęłam się lekko i ruszyłam w stronę naszego sektora.
- A Ty, dlaczego tutaj jesteś? I Jak się nazywasz? – Zapytał nagle, w sumie mogłam się spodziewać takiego pytania po tym jak sama je zadałam
- Taiga Minist, 18 lat, nie zapanowałam nad swoją mocą i zabiłam 8 ludzi, w tym 3 z mojej własnej gildii, to, że jestem tutaj dwa lata już wiesz – Moja wypowiedź była krótka, nie uważałam, aby więcej informacji chciał znać
- Rodzice Cię posłali do tej… Gildii? – Wyrównał ze mną kroku, jednak nie bardzo zwracałam uwagę na jego osobę, bardziej interesowało mnie to, co jest dookoła nas.
- Nie mam rodziców, moja mama nie żyje, a ojciec uciekł jak dowiedział się, kim jestem. Koniec historyjki – Nawet nie wiem, kiedy przeszliśmy cały sektor C, prawdę mówiąc było tutaj zbyt spokojnie, owszem słyszeliśmy jakieś krzyki, ale nic się tutaj nie pojawiło. Może mieliśmy po prostu szczęście?
Sieg?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz