- Nie chcesz się... pobawić? - spytał a z jego oczu zaczęły płynąć łzy. Zacząłem czuć się niezręcznie. Rozglądałem się po bokach, w poszukiwaniu jakiejkolwiek broni... nic takiego nie znalazłem.
- Chce - Odpowiedziałem z miły uśmiechem na twarzy. Podszedłem do niego. A wtedy poczułem jego dłoń na mojej głowie, przygniótł ją do ściany...
- To się pobawmy - powiedział i znowu usłyszałem jego chory śmiech.
-Za co...? - spytałem cicho. Popatrzyłem na jego twarz.
- Za co?! - Wybuchnął śmiechem - Za wszystko! Nie przypominasz sobie? Jak bardzo cieszyło Cię męczenie mnie? - spytał a jego twarz znalazła się blisko mojej. Wpatrywałem się w jego oczy.
-Ale.. to było tak dawno... - odezwałem się z miłym uśmiechem. Poczułem jak przygniata moją głowę do ściany. Jego uśmiech stawał się coraz szerszy. Usłyszałem strzały, chłopak pewnie też bo momentalnie puścił moją głowę. W oddali zobaczyłem Annabell... a może... Rose? Pobiegłem szybko do niej i złapałem jej dłonie uniemożliwiając jej strzelanie. Popatrzyłem w jej oczy.
- To jest moja sprawa... Ale... dziękuje - powiedziałem miłym uśmiechem na twarzy. Dayki minął nas wolnym krokiem w jednej ręce trzymał swój instrument poczułem jego palce ocierające się o moje plecy. Gdy w raz z dziewczyną byliśmy w kryjówce... Dayk'iego nie było. Przecież widziałem jak tu wchodził. Kiedyś na pewno go zabiję. Musiał wyjść drugimi drzwiami...Usiadłem blisko Shury i popatrzyłem jej w oczy...
- Dayki... zawsze taki był odkąd go spotkałaś? - spytałem
- Prawdopodobnie znasz go jeszcze zanim tu trafił....
- Tak - przerwałem jej - Ale wtedy był bardziej...spokojny?- zamyśliłem się na chwilę, był bezbronny... Nie umiał się bronić z tego co pamiętam. - Mniej agresywny... - dodałem - Z tego co wiem, to później stał się szaleńcem... ale... nie wiem dlaczego... - mówiłem lekko zamyślony, muszę znaleźć u niego słabszy punkt niż płuca. Tak by go złamać... Żeby już nigdy się nie podniósł i sam odebrał sobie życie. Tak jak i myślałem wyszedł innymi drzwiami, ale po co? Usiadłem na swoim poprzednim miejscu i bacznie go obserwowałem, co nie obyło się ze wzajemnością. Chwilę później zrobił co co mnie zdziwiło, i to już nie pierwszy raz.
W jego ustach znajdowała się gałka oczna. Splunął nią w moją stronę...
poturlała się po ziemi w moją stronę a on sam wypłukał usta wodą.
Uśmiechnął się do mnie głupkowato, jakby wiedział że mnie to obrzydzi.
Wziąłem ją do ręki... Szklane oko... Popatrzyłem na niego a on się
jeszcze szerzej uśmiechnął. Popatrzyłem na innych, chyba też to
widzieli. Obróciłem kilka razy oko oglądając je przy tym. Sięgnąłem po
swój nóż i schowałem go do kieszeni. Dziewczyny ponownie zaczęły grać w
grę więc dołączyłem do nich grały w karty. Chwilę później przyszedł
Dayki i tylko brakowało Carl'a. Popatrzyłem w jego stronę, nadal leżał
na swoim miejscu. Cóż jak śpi nie będę go budzić. Ale gra to dobry
moment by zemścić się na Day'ce. Zacząłem odciągać jego uwagę by
przegrał i czasami nawet na mnie patrzył. Ale to przez chwilę do puki
nie zacząłem oszukiwać. Zauważył to i spiorunował mnie wzrokiem.-Nie oszukuj... - warknął na początku a ja tylko miło się uśmiechnąłem. Po kolejnych minutach mojego małego oszukiwania, rzucił karty na środek i popatrzył na mnie.
- To że nie umiesz grać nie oznacza ze musisz oszukiwać. - Chyba udało mi się go zdenerwować. Chociaż... jemu to też się udało... Popatrzyłem w jego oczy i z uśmiechem chciałem coś powiedzieć ale jedna z dziewczyn przerwała mi
- To tylko gra... - usłyszałem nie dokończone zdanie
- No i co z tego?! Nie powinien oszukiwać! - Chyba jeszcze bardziej go to zdenerwowało.
- Ty też nie umiesz grać, może też powinieneś zacząć oszukiwać? Może w końcu byś coś wygrał a nie tylko marne życie, które podarowała ci suka... - nie dokończyłem bo poczułem pięść na swojej twarzy, odepchnąłem go i sięgnąłem do kieszeni po nóż, którego tam nie było. Był w ręce Dayki... jak on to zrobił? Rzucił go gdzieś w kąt.
- Tylko ja tak mogę nazywać swoją matkę... - warknął podnosząc mnie za szyję do góry. Zacząłem się śmiać.
-Pewnie ojciec to żul spod sklepu - zaśmiałem się a on mną gdzieś rzucił. Popatrzyłem na swoje dłonie były całe podrapane, czy on ma aż takie pazury?! Widziałem że dziewczyny próbują go utrzymać. On siebie nie kontroluje? W pewnym momencie wyrwał się i szybko znalazł się przede mną czułem jego pięści na swoim ciele. Poczułem w swoich ustach metaliczny smak krwi, rozciął mi wargę? Możliwe... Nigdy bym się nie spodziewał że czarnowłosy jest to czegoś takiego zdolny, zawsze w szkole dawał się wykorzystywać. Ludzie się zmieniają ale on... raczej do ludzi nie należy.W końcu go kopnąłem jednocześnie odpychając, popatrzył na mnie zdyszany i ruszył nadal w moją stronę. Tym razem stanął przede mną i kopnął mnie w krocze, mocno... za... mocno... Popatrzyłem na niego z podłogi a on usiadł przy mnie i gwałtownym ruchem odwrócił mnie na brzuch i maczetą zdarł mi skórę z karku, nie ściągając mi kaptura z głowy co mnie bardzo ucieszyło. Nie za bardzo lubię go ściągać... Chwilę później stanął. Patrzył na mnie.
- To za nękanie... za... męczenie...za... znęcanie, wkładanie głowy do ubikacji, za wrzucanie nagiego do damskiej przebieralni, za wsadzanie długopisów do nosa i uszu... Ale za żywota... to ty mi jeszcze zapłacisz. - wybuchnął śmiechem.
- Były to piękne czasy... - mruknąłem pod nosem a ten popatrzył na mnie i chwycił moją głowę do góry.
-Chcesz coś jeszcze powiedzieć? - spytał patrząc mi w oczy.
- Tak, że było tego więcej - zaśmiałem się a moja twarz spotkała się z ziemią. Szkoda... że te czasy minęły... były one..? Piękne... bezkarne męczenie innych sprawiało mi przyjemność... Wielką, przyjemność. Nadal sprawia.
- Chcesz coś jeszcze dodać? - spytał podnosząc moją głowę za włosy do góry.
- Nie. - odpowiedziałem a on mnie puścił i odszedł. Usiadł gdzieś w kącie... Gdzieś, gdzie najmniej było go widać. Czułem ból pulsujący po całym ciele. Wstałem i patrzyłem na niego, lubię go męczyć... ale teraz... chce mu pomóc. Dziwne.
- Wracamy do gry? - spytałem, co chyba je zaskoczyło że po czymś takim mam ochotę grać dalej.
- Za chwilę... - usłyszałem w odpowiedzi chwilę później dziewczyny zaczęły mi opatrywać rany Annabell chciała ściągnąć mi kaptur z głowy ale uniemożliwiłem jej to. Wiozłem od niej kawałek materiału i wsadziłem dłoń za kaptur nie ściągając g przy tym. Przemyłem sobie ranę. Pograliśmy jeszcze w karty i wygrała Shura. Popatrzyłem na nich wszystkich... Dayki siedział skulony. Chyba wie co go czeka...
- Idźcie spać... popilnuje was... - uśmiechnąłem się
- Ale...- usłyszałem
- Śpij...- przerwałem z miłym uśmiechem - Dayki... ty też... - dodałem a on tylko na mnie popatrzył swoimi zielonymi oczami, które zdawały się wiedzieć co go czeka. Po kilku godzinach gdy upewniłem się że wszyscy śpią złapałem Dayk'iego i zacząłem napi.eprzać nim o ścianę. Wygiąłem mu rękę w drugą stronę.
- i jak? podoba się? - sypałem cicho by nikogo nie obudzić popatrzyłem jeszcze raz na wszystkich... Wyprowadziłem go z pomieszczenia. Wsadziłem mu do ust szmatę by się nie odzywał, przecież nie chcę by kogoś obudził... Położyłem go na plecach i usiadłem na nim i pięściami waliłem w jego twarz. Wstałem i kilka razy z całej siły kopnąłem go w płuca zwijał się z bólu... Och! Jak pięknie... Biłem jego twarzą o ziemię. Popatrzyłem w jego twarz wsadziłem mu palce do nosa i ponownie kilka razy uderzyłem o ziemię... Całego obolałego pogryzionego i poharatanego zostawiłem na pożarcie trupów. Wróciłem do pomieszczenia i popatrzyłem na dziewczyny i białowłosego w pewnym momencie zauważyłem że Annabell się obudziła.
???
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz