I zdał sobie sprawę, że taki rozwój wydarzeń był bardzo prawdopodobny.
Jakoś przestało mu być do śmiechu... Gwałtownie zerwał się z posłania i
chwycił nóż leżący na szafce. Wybiegł z celi. Przez jego głowę wciąż
przelatywała jedna myśl: „Co się z tobą dzieje? Co ty, do diaska,
najlepszego wyprawiasz?!". Ale mimo tego biegł dalej. Przeszukał
większość sektora. Wrócił do miejsca, w którym znalazł albinoskę. Nie
było jej tam. Co gorsza, sztylety pozostały na swoim miejscu. Więc jest
bez broni... Podniósł je i kierując się dziwnym przeczuciem, dotarł do
lewego skrzydła sektora. I wtedy ją zobaczył. Siedziała na zimnej
posadzce, tuż przy oknie, które wcześniej wybił.Tuż przy granicy sektora I.
Poczuł ulgę, ale nie trwało to długo. Z wybitego okna wysunęła się nienaturalnie blada dłoń i chwyciła ramię dziewczyny. Ta odwróciła się, a Rin w jej oczach dostrzegł strzępek nadziei. Kiedy białowłosa zorientowała się, kto wypełza przez okno, nadzieję zastąpiło tępe przerażenie. Nie ruszyła się z miejsca.
- Co ty wyprawiasz? UCIEKAJ! - krzyknął, tracąc nad sobą kontrolę.
Poczuł napływającą do jego żył adrenalinę, wzmocnioną przez gniew. Nie pozwoli zakażonemu dotknąć jej raz jeszcze. Monstrum z głośnym stukotem upadło na posadzkę i otworzyło szczęki, mając zamiar odgryźć dziewczynie głowę. Rin nie wytrzymał. Z krzykiem rzucił się na umarłego i jednym zgrabnym cięciem urżnął mu gardło.

Trysnęła krew, a zarażony zaczął rzucać się w spazmach bólu. Widząc to, Accelerator zaśmiał się głucho. Tak, to zawsze będzie go bawiło. Gdy ciało stwora stało się nieruchome, otarł z twarzy krew i uśmiechnął się przerażająco. Spojrzał na Nyxis. Nie wyglądała na wniebowziętą. Jej oczy nienaturalnie rozszerzyły się, a usta i dłonie drżały nieustannie. Chyba ją wystraszył... Uśmiech zniknął z jego ubabranej krwią twarzy. Zrobił krok w jej kierunku, ale dziewczyna odsunęła się od niego. Ch**era, to nie tak miało wyglądać...
- Ja... Przepraszam. - wydukał, zdziwiony faktem, że zdołał powiedzieć coś tak bezsensownego.Bo niby co innego miał powiedzieć? Jakoś nic nie mógł wymyślić. Nigdy nie przejmował się tym, co o nim myślano. Rin ponownie się uśmiechnął.
- Bo widzisz... Mnie nie da się pomóc.
Jego towarzystwo było dla niej niebezpieczne. Położył na ziemi sztylety i odwrócił się, nie chcąc patrzeć na jej bladą twarz.
<Nyxis?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz