Przyglądałam się domniemanemu Rikki'emu przez cały czas. Obserwuj. Nie
spuść z niego wzroku. Każdy szczegół. Muszę zapamiętać. Nie może mi nic
ujść uwadze. Nawet najdrobniejsze zachowanie, drgnięcie, zachwianie.
Wszystko. Uważnie słuchałam jego słów, nienagannej dykcji, akcentu.
Sądząc po naszej rozmowie jest.... normalny? Typowy chłopak oglądający
się za ładnymi dziewczynami. Z pewnością nie siedzi tutaj z powodu
morderstwa, gwałtu albo bóg wie za co jeszcze innego takiego. Chociaż
kto go tam wie. Nie znam go jeszcze wystarczająco długo by móc spokojnie
stwierdzić, że nie posiada zrytej psychiki. Ta, odezwała się ta co taką
ma. Nie wiem, co siedzi mu w głowie. Cóż.... ale nie długo się tego
dowiem. W końcu jego usta nigdy by się nie zamknęły. Cały czas by coś
mówił. W sumie jest to dla nas obojga plus. Bynajmniej dla mnie. Dowiem
się wiele rzeczy, które i tak mi się nie przydadzą. Albo mnie natchną i
dadzą wspaniały pomysł przetrwania. W gruncie rzeczy nadal nie wiem jak
pożytecznie użyć jego zdolności. No a samym jego uśmieszkiem i ciągłą
paplaniną nic nie zdziałamy. Po długim rozmyślaniu każdego za i każdego
przeciw kiwnęłam głową zgadzając się na jego propozycję. We dwóch jest
większa szansa na pokonanie jakiegoś zombie. Chłopak uśmiechnął się i
lekko podskoczył uradowany. Nagle poczułam się nieswojo. Bardzo. Coś
się stanie, wydarzy. Za chwilę, teraz! Odwróciłam się w stronę z której
przybyłam. Rikki nie mógł być z tego sektora. Nigdy go tutaj nie
widziałam i o nim nie słyszałam. Ba! Nie miałam od kogo. Ale z widoku
wszystkich kojarzę. W oddali widziałam jak tłum więźniów biegnie w naszą
stronę. Kobieca intuicja nigdy nie zawodzi. Błyskawicznie chwyciłam
chłopaka za rękę i pociągnęłam w jego wcześniejszą kryjówkę, gdzie
chował się prze de mną.
-Hę? Co ty robisz? - spytał zdezorientowany.
Gdy znaleźliśmy się na miejscu puściłam go i stanęłam przed nim.
Wskazałam palcem na oszalałych ludzi. Hałas jaki robili pozwalał nam na
krótką rozmowę. Rikki wyjrzał trochu z naszego ukrycia.
-No widzę i myślę, że raczej powinniśmy do nich dołączyć – powiedział wracając do mnie.
Faceci... niech lepiej pomyśli. Chociaż może należy do ludzi, którzy
uciekają a nie walczą? Jak tak to kompletna porażka. Co ja zrobię? Będę
sama walczyć z zombie a ten używając iluzji sobie spieprzy? Co to to
nie.
-Nie możemy do nich dołączyć – zawyrokowałam.
-Czemu? Im większa grupa tym większe szanse na przetrwanie. - odparł nie rozumiejąc powagi sytuacji.
Przewróciłam oczami.
-Nie widzisz, że przed czymś uciekają? Jak jest się w grupie o tamtej,
to te zmarłe barany szybciej cię wywęszą. No i mniej jedzenia dla
wszystkich – powiedziałam ściszając coraz bardziej głos.
-No ale... - w tej chwili zakryłam jego usta dłonią.
Nastała cisza przerywana ciężkimi krokami jakiegoś stwora. Był sam, jego
'towarzysze' zostawili go w tyle. Ojej, jak smutno. Jaka szkoda. Przez
nie wielką szparkę obserwowałam jego ruchy. Zamknęłam oczy próbując
oszacować jak daleko znajdujemy się od uciekających. Nie słyszę ich. Po
co się właściwie pytam? Skoro doskonale słyszę jednego przybłędę? Skoro
więc jest sam... można go unicestwić. Wzięłam do siebie dłoń i cichutko
zaczęłam kierować ku wyjściu z naszej kryjówki. Rikki popatrzył na
mnie i szybko chwycił za ramię. W ten usłyszałam huk, coś się rozwaliło.
Wychyliłam się.
-Zostań tu, niech sobie pójdzie – usłyszałam jego głos.
Odwróciłam głowę spoglądając prosto w oczka chłopaka. Z ciężkim bólem
serca, stwierdzam, że ma rację. Muszę go posłuchać. Mutant, który
rozwala ściany jest... trudnym przeciwnikiem. Naprawdę. Za jednym
zamachem powalił ścianę. Przeczekać. Mam nadzieję, że nas nie wywęszy.
Weszłam wgłąb pomieszczenia rozglądając się. Nic tutaj nie ma. Usiadła w
kącie. Taki punkt strategiczny. No bo fajnie by było mieć widok na
stwora i na wyjście. W ścianie jest dziura, przez którą go widzę. Gdyby
znikł mi z oczu, i jego kroki kierowały by się w naszą stronę szybko
weszłabym do szafy. Marzenia. Trwała cisza. Wydawać by się mogło, że
żadne z nas nie oddycha. Nie ruchomo. Rikki przez cały czas mi się
przyglądał. Oparłam głowę o ścianę. Kroki zaczęły odchodzić. Wyjrzałam
przez dziurkę. Szedł w stronę gdzie inni. Jaka ulga. Zamknęłam oczy i
wsłuchiwałam się w kroki przerywane hukiem. Taranował wszystko co
napotkał. Gdy nastała cisza, że cisza wstałam. Chłopak nie spuszczał ze
mnie wzroku. Spojrzałam na niego przelotnie. Bez słowa ruszyłam wgłąb
mojego sektora. Prawdopodobnie wszystko miało swój początek w sektorze
E. Trzeba by się rozejrzeć, wziąć wszystkie zapasy i zacząć szukać
wyjścia z tego zadupia. Mam już dosyć tego miejsca.
-A gdzie ty idziesz? - zapytał dorównując mi kroku.
-Przeszukać.
-W poszukiwaniu kolejnych zombie? Nie dzięki? - mruknął wzdychając.
-W poszukiwaniu jedzenia – sprostowałam go. - Tamtych stawiam na ostatnim miejscu. Nie powinno ich być więcej.
-Jesteś tego.. - w ten znów coś mu przeszkodziło.
Tym razem nie był to kolejny przeciwnik a krzyk pomocy. Jednakże ja
zostałam na to obojętna. Nie mam zamiaru nikomu pomagać. Jest Rikki,
wystarczy mi. Niezachwiany spokój, krzyk pomocy. To coś co mogłabym
słuchać zawsze. I nigdy by się nie znudziło. Po za tym, chętnie bym
popatrzyła na jego cierpienie ale.. no nie mam czasu. Miałam skręcić
właśnie w jakiś inny korytarz kiedy usłyszałam kolejny krzyk wołający o
pomoc. Tej samej osoby.
-Nie zamierzamy uratować gościa? - spytał zdziwiony. - On się nam przyda! I z pewnością zna wszystko jak własną kieszeń.
-Chciałabym, byś zauważył, iż ja również jestem z tego sektora i również go znam – fuknęłam go.
-Ale... ale może się przydać.
Uparty jak osioł. Westchnęłam. Ruszyłam więc w stronę 'potrzebującego'
pomocy. Wchodząc coraz bardziej wgłąb widziałam coraz to większe
zniszczenia.
-Pomocy! - usłyszałam wrzask.
Rikki podbiegł do starty gruzów i zaczął odkopywać nieszczęśnika. Silny
jest. Natomiast ja... no cóż... nie zbyt mi się spieszyło. Szłam z wolna
a echo moich butów słychać z kilometra. Zastanawiałam się. Właściwie...
aktualnie czuję w sobie pustkę. Czemu? Nic, nie potrafiłam o niczym
sensownym pomyśleć. Dobitne, doprawdy. Że akurat właśnie teraz, w tym
momencie musiało mnie to dopaść. Przyjęłam lekko zirytowany wyraz
twarzy. I.. zachciało mi się spać? Nie no, po prostu świetnie. Ale nie
mogę zasnąć. Nie zrobię tego. Zacisnęłam mocno dłonie w pięści.
-Dzięki bogu za ratunek! - usłyszałam głos nowego.
Zaczęłam przyglądać się prawdopodobnie nowemu kompanowi.
(Nagito? Rikki? )
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz