niedziela, 12 lipca 2015

Od Gwen C.D Hana

- Nie musisz mi dziękować - wyszeptałam, kładąc rękę na plecach dziewczyny. W ten sposób chciałam ją nakierować do miejsca jej wypoczynku. Po drodze spotkałam się ze spojrzeniem Sylvanas, złapała mnie delikatnie za rękę dając znak, iż mam się zatrzymać. 
 - Kto to? - zerknęła na nową osobę.
 - Hana, znalazłam ją w zakażonym sektorze, niedaleko nas - wytłumaczyłam, utrzymując cichy ton. 
 - Co tam robiłaś? - podniosła brew, jej spojrzenie żądało wyjaśnień. - Miałaś sprawdzić tylko czy nic czasami się nie wydostało. 
 - I tak zrobiłam, ale usłyszałam krzyki, było tam pełno żywych więźniów, ale i trupów - odparłam. - No i ta dziewczyna - wskazałam wzrokiem na Hanę. 
 - Jest zakażona? - miałam wrażenie, iż przesłuchanie prowadzone przez Sylvanas nie ma końca, ale rozumiem, martwi się o grupę. Szanowałam każdą jej decyzję i nie podważałam przywództwa. Więc ze spokojem odpowiedziałam:
- Jest zdrowa.
- Skąd masz pewność, że nie miała kontaktu z zarażonym?
- Po prostu wiem, wezmę za nią odpowiedzialność - Różowo włosa chwyciła moją rękę. Nie zwlekając, weszłam na małe pięterko, gdzie znajdował się szereg cel. Wsłuchując się w echa naszych stąpań, otworzyłam jedną z ciemnych pomieszczeń, uwalniając dźwięk przesuwanej stali, która na chwilę mnie ogłuszyła.
 - Wejdź.
Dziewczyna wykonała moje polecenie i za chwilę znalazła się za progiem celi. Poczęła rozglądać się po czterech ścianach, a jej wzrok zatrzymał się na dwupiętrowym łóżku. Usiadła na nim, wywołując skrzypnięcie materacu.
- Zaśniesz? - zapytałam, siadając obok niej.
Nie byłam pewna, czy to zrobi po tym, co zrobiła czy też zobaczyła. Nie wiem dlaczego, ale czułam się, jakbym była w obecności innej osoby. Ach, te moje dziwne urojenia... Wstałam, wychodząc z celi. Na schodkach stała moja torba, wyjęłam z niej puszkę jedzenia.
 - Niestety tylko to mogę ci zaoferować - potrząsnęłam nią, a następnie całkiem sprytnie otworzyłam. - Poczujesz się lepiej, a teraz nie obawiaj się mnie zawołać, gdybyś czegoś potrzebowała.
 - Kim była ta Pani? - wydukała, wkuwając we mnie swoje fioletowe ślepia.
 - To przywódczyni, dba o nas i troszczy się o nasze bezpieczeństwo - wytłumaczyłam. - Nie wahaj się do niej zwrócić, może nie wygląda na najmilszą, ale szanuję każdego. Z resztą, gdy odpoczniesz, wyjdź do nas, chętnie Cię poznamy - puściłam jej oczko.
 Hana zaś posłała mi uroczy uśmiech, mieszany ze świetnie ukrytym smutkiem.

< Hana? >

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz