niedziela, 12 lipca 2015

Od Aszer C.D Taigi

To wszystko zaczyna się robić coraz ciekawsze.... Nie sądziłam że spotkam człowieka a co dopiero dwóch. Całkiem sympatyczna jest ta nowa koleżanka... Ma dziwną moc, muszę przyznać ale ona to samo może powiedzieć o mojej. Dziwi mnie trochę ta blond kobieta.... Liderka jak zgaduje. Widać to po niej. ''Szefowa'' zlustrowała mnie od stóp do głowy. W między czasie doszła do nas kolejna osoba. Kobieta o czarnych krótkich włosach z jasnym pasemkiem na grzywce. Bomba....
- Jak się nazywasz? - Jak jeszcze mnie raz ktoś się spyta o moje imię... To chyba tego kogoś walnę...
- Aszer. - Coś głupio się czuję... A raczej boję się że coś głupiego palnę. No bo od dłuższego czasu rozmawiam tylko z zombiakami i z samą sobą. A to co innego niż rozmawiasz z kimś kto cię rozumie... Trochę jak na przesłuchaniu...
- Co masz w tej torbie? - Znowu spytała. Na początek nie rozumiałam o co chodzi.... Po chwili zreflektowałam się że chodzi jej o moją torbę. Za dużo wrażeń jak dla mnie...
- Dwie butelki wody i trochę konserw. - Odpowiedziałam lekko zmieszana.
- Taigi, gdzie ją spotkałaś? - Tym razem zwróciła się do czerwonowłosej. Przynajmniej wiem jak ona się nazywa.
- Nie daleko. - Krótko i na rzeczy, trzeba się tego nauczyć....
- Dobra Aszer, mogę wiedzieć jaka jest twoja moc?
- Metalu. - Odpowiedziałam tym razem bardziej pewna siebie. Szefowa uniosła jedną brew i z wyrazu twarzy można było się domyślić że czeka na jakiekolwiek wyjaśnienia.
- Mogę przenosić wszystko co metalowe. - Powtórzyłam to samo zdanie, które wypowiedziałam 2 minuty temu... Nowość dla mnie.
- Możesz się przydać.... -Powiedziała.
- A... Jak się nazywacie? - Spytałam z lekkim wachaniem.
- Wybacz.... Ja jestem Sylvanas, Taigi już znasz, a to Gwen. Jest u nas jeszcze Bartolomeo. - Mam nadzieję że ten cały Bartolomeo to nie jakiś tam psychol. Jak widać wyczerpał się zapas pytań bo między nami zapadła głucha cisza.
- Zauważyłyście, że nie słychać tych umarlaków? - Nagle odezwała się Gwen. Serio potrafi przestraszyć.
- Racja.... -Tym razem odezwała się Sylva... Sylnia... Nie... Sylvanas! No! Chyba wiem czemu nie widać tych potworów....
- Możliwe.... Możliwe że to ja przyczyniłam się do tego... - Wszystkie spojrzały na mnie zdziwione.
- Można jaśniej? - Spytała się Sylvanas. I jak tu zacząć...
- Nie dawno miałam małą potyczkę z tymi brzydotami i niestety, było ich za dużo żeby je pokonać w pojedynkę. Za to użyłam swojej głowy i..... Zatkałam korytarz kratami używając do tego swojej umiejętności.... Może lepiej was tam zaprowadzę...Co wy na to?
<Sylvanas, co dalej? Króciutkie ale nie wiedziałam jak opisać tą rozmowę... ;-;> 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz