- Naprawdę cię to interesuję? - podniosłam brew, gdyż jakoś nie chciało mi się do końca wierzyć. Dziewczyna chyba nie wiedziała co odpowiedzieć, dlatego błądziła wzrokiem to po ścianach, to po podłodze.
- Masz rację, skoro zapytałaś, to jesteś ciekawa - wtrąciłam się, rozwiewając dotychczasową ciszę pomiędzy nami. - Wybacz.
W tym momencie Taiga z uwagą wpatrywała się we mnie, a ja spojrzałam przed siebie. Otworzyłam usta, ale nie wydobyłam z nich ani najmniejszego dźwięku. Stały rozwarte, w czasie gdy przed moimi oczyma ukazywał się obraz trawionego ogniem małego domku w środku lasu. Płomienie żwawo przechodziły na pobliskie drzewa i krzaki, także zwierzęta nie zdążyły uciec przed gniewem natury. Po chwili dach mieszkania niszczy się pod wpływem ognia, a tajemnicza istota wybiega w ostatniej chwili, starając przebić się przez olbrzymie warstwy dymu i unoszącego się popiołu. Słychać głośny płacz i krzyk, który oznaczał strach przed śmiercią. Mimo to z ruin nie wyszedł nikt więcej, tylko mała, czarnowłosa dziewczynka. Ja stałam zaś na wzgórzu; obserwując katastrofę. Lecz nie mogłam nic zrobić. Nie mogłam się ruszyć, byłam bezradna. *** Krzyki ustały, było już słychać tylko palenisko, dom był jedną, wielką ruiną, a las powoli stawał w płomieniach. Za parę godzin nic z niego nie zostanie. Niedaleko jest jezioro - zmierza tam ocalała jako jedyna, czarnowłosa dziesięciolatka. Jej noga jest ranna, a na skórze osiadł suchy popiół. Ucieka przed ogniem, niczym wystraszona sarna. Nagle wszystko staję się niewyraźne... Obraz rozmywa mi się, jakby wstąpiła w niego gęsta mgła. W rzeczywistości mrugam zaciekle, ale nie jestem tego świadoma. Ktoś mną potrząsa. Przed moimi oczyma ukazuje się moja szkarłatnowłosa kompanka, a ja w końcu orientuje się, gdzie jestem. Słychać tylko „Gwen!” - obijające się o ściany, jak echo.
- Jestem! - moje usta poruszyły się i wydały wcześniej oczekiwany dźwięk. - Przepraszam, nie powinnam tak odpływać - zachichotałam, puszczając jej oczko.Kolejny raz wszystko widziałam tak wyraźnie, jakbym była obserwatorką.
- Może w końcu ci odpowiem, bo zwlekałam... - westchnęłam głęboko i wyprostowałam nogi, opierając się o ściany. - Nie, nie mam całkiem od zawsze.
- Co masz na myśli?
- Z czasem pojawiało się odkąd wyszłam z pożaru, gdzie zginęła cała moja rodzina - delikatnie uniosłam szkarłatne pasemko. - Najpierw było blade, ledwo widoczne, potem nabierało kolorów... Aż jest intensywne i „żywe”, jak teraz - uśmiechnęłam się do niej krzywo i akcentując ostatnie słowo, puściłam moje pasmo włosów, które upadło delikatnie, znów współtworząc grzywkę. - Ale ty pewnie mi nie wierzysz, prawda? - podniosłam jedną brew w bladym uśmiechu.
Dziewczyna chciała coś powiedzieć, na co wskazywało ułożenie jej ust. Przerwała, widząc zbliżającą się dwójkę - Barto i Sylvanas.
- Przykro mi z powodu ciastka, pewnie było dobre - zaśmiałam się pod nosem i rzuciłam jej puszkę jakiegoś jedzenia. - Nie zastąpi tej słodkości, ale zjedz coś, bo wyglądasz jak kościotrup - dodałam, wstając na równe nogi. - Jak było? - spojrzałam na Sylvanas.
- Czysto - odparła ze spokojem.
- To jak, Taiga? Jesteś gotowa przelać trochę krwi? - zapytałam, wyjmując śnieżnobiałą chustę z kieszeni oraz polerując nią szablę. - Wyglądasz mi na wojowniczkę, nie mylę się?
< Taiga? >
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz