sobota, 11 lipca 2015

Od Taigi C.D Bartolomeo

Zboczony psychiczny kosmita zaczął działaś mi na nerwy, co wcale nie jest taką prostą sprawą, najchętniej bym go rozszarpała na kawałki i zostawiła napawając się widokiem jak zaczynają się nim interesować żywe trupy, ale nie Tai trzeba być spokojnym. Zaskoczona jego ruchem to było mało powiedziane, cóż nie sądziłam nawet, że stać go na taki gest, a tu proszę. Jednak, gdy tylko poczułam jego dłoń, odskoczyłam od niego z lekkim piskiem. Na moje szczęście obie dziewczyny były zbyt zajęte, aby zwrócić na to uwagę. Barto jedynie spojrzał na mnie zaskoczony
- Nie będę, ale mnie nie dotykaj – mruknęłam cicho. Podchodząc szybkim krokiem do dziewczyn, które dalej wszystko przeglądały, kątem oka spojrzałam smętnie na ciastko, na które miałam niesamowitą ochotę, ale mówi się trudno. Nie można mieć wszystkiego. Szliśmy tą samą drogę, aby wszystko odnieść tam, gdzie składowali swoje jedzenie, wodę i tak dalej. Poczułam, że ktoś idzie blisko mnie, oczywiście musiał to być on. Zrobiłam krok w bok, jednak jak widać dla niego to nie była żadna przeszkoda, gdyż z uśmiechem zjawił się obok. Taki ruch ponowiłam jeszcze kilka razy, jednak nie dał oczekiwanego efektu.
- Uciekasz przede mną? – Wyszeptał, nachylając się nade mną
- Nie – odrzekłam szybko czując ciepło na policzkach. Nigdy nie wiedziałam jak się odnosić do płci przeciwnej, może nie tyle się ich bałam, co wstydziłam i nie rozumiałam, byli dla mnie jak obcy, których trzeba najpierw rozkroić, aby się przekonać, o co im tak naprawdę chodzi. No cóż taka już byłam. Zanim zdążył cokolwiek powiedzieć dorównałam kroku dwóm dziewczyną, można wręcz powiedzieć, że schowałam się za czarnowłosą dziewczyną, czując się nieco pewniej przy niej. Nie wiem czy to zauważyła czy też nie, ale na jej twarzy pojawił się delikatny uśmiech, który odwzajemniłam. Na miejscu pokazały mi gdzie wszystko położyć, wraz z moimi rzeczami. Tak też zrobiłam. Usiadłam na czymś w rodzaju parapetu, pod którym jak miewam kiedyś był grzejnik, bo właśnie jego tam brakowało.
- Trzeba będzie iść zobaczyć czy w czasie jak nas nie było nic się nie wkradło – odpowiedziała Sylvanas – Z tego, co się orientuje teraz jest kolej Berto, co nie, Gwen? – Spojrzała na czarnowłosą z uśmiechem, a ta skinęła głową potwierdzając jej słowa. Zauważyłam coś niezwykle ciekawego, przynajmniej dla mnie. Te dwie niesamowicie dobrze się dogadują, i zawsze pytają siebie nawzajem o zdanie, chyba naprawdę traktują siebie jak rodzinę, w sumie trochę mi głupio, że się do nich wprosiłam, bo jak można to inaczej nazwać? Nawet im tego zazdrościłam, jeśli kiedykolwiek uda się znaleźć wyjście, nawet się nie zastanawiałam, do kogo pójdę, rodziny nie mam, połowa moich przyjaciół nie chce mnie znać, a druga połowa, ech ciężko mi o tym myśleć, ale szczerze wątpię, aby byli jeszcze przy życiu.
- To może niech nowa idzie ze mną – usłyszałam nagle, na co od razu podniosłam głowę nie widząc zbytnio, o czym właśnie jest mowa – Zobaczy się jak radzi sobie w walce – psychiczny uśmiech chłopaka nie schodził z jego twarzy. Błagalnym wzrokiem spojrzałam na dwie dziewczyny, miałam wrażenie, że mówi coś w stylu „Nie zostawiajcie mnie z nim”
- Sylvanas może lepiej Ty z nim idź? – Zaproponowała nagle Gwen, och moje uratowanie – Lepiej żeby nie zrobił niczego głupiego – machnęła na niego ręką – Ja jej wytłumaczę, co i jak
- No dobra, ruszaj się idziemy – dziewczyna bez skrępowania złapała go za kołnierzyk przy marynarce i nie czekając na jego reakcję pociągnęła do w stronę korytarza, co wywołało u mnie jedynie cichy śmiech. Zostałam sama z dziewczyną, spojrzałam na nią nie ruszając się z miejsca
- To jak zauważyłaś są u nas takie jakby patrole. Co jakiś czas chodzimy sprawdzając czy wszystko jest okej, zazwyczaj chodziliśmy dwójkami, a jedna osoba tutaj zostawała, teraz przynajmniej będę tutaj dwie osoby – wytłumaczyła na co skinęłam porozumiewawczo – Jedzenia raczej nie bierz sama, staramy się aby starczyło go jak najdłużej więc wydzielamy porcję dla każdego – mówiła dalej zastanawiając się najwyraźniej nad najbardziej istotnymi rzeczami
- Rozumiem – odpowiedziałam łagodnie – I tak nie jadam za dużo, mogłam zapytać o coś… Bardziej osobistego? – Zapytałam niepewnie, w sumie nie wiedziałam jak zareaguje na to pytanie, mogła być miła, ale mogła też i nie lubić nachalnych ludzi, a taka być nie chciałam
- O co? Spojrzała na mnie z powagą
- Nie chce być jakaś nachalna czy też wścibska, ale na Twojej grzywce jest jedno pasemko, innego koloru – ponownie spojrzałam na jej włosy – Byłam tylko ciekawa czy masz tak od zawsze, nigdy z niczym podobnym się nie spotkałam – wyjaśniłam szybko – Ale ja nie nalegam na odpowiedź – dodałam równie szybko, patrząc na nią wyczekująco. W sumie mogła na mnie nakrzyczeć, co bym oczywiście zrozumiała i raczej bym nie była zła czy coś w tym stylu, jest wiele opcji i chyba jestem gotowa na każdą z nich, bo w końcu kto pyta nie błądzi.

(Gwen?)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz