Zboczony psychiczny kosmita zaczął działaś mi na nerwy, co wcale nie
jest taką prostą sprawą, najchętniej bym go rozszarpała na kawałki i
zostawiła napawając się widokiem jak zaczynają się nim interesować żywe
trupy, ale nie Tai trzeba być spokojnym. Zaskoczona jego ruchem to było
mało powiedziane, cóż nie sądziłam nawet, że stać go na taki gest, a tu
proszę. Jednak, gdy tylko poczułam jego dłoń, odskoczyłam od niego z
lekkim piskiem. Na moje szczęście obie dziewczyny były zbyt zajęte, aby
zwrócić na to uwagę. Barto jedynie spojrzał na mnie zaskoczony
- Nie będę, ale mnie nie dotykaj – mruknęłam cicho. Podchodząc szybkim
krokiem do dziewczyn, które dalej wszystko przeglądały, kątem oka
spojrzałam smętnie na ciastko, na które miałam niesamowitą ochotę, ale
mówi się trudno. Nie można mieć wszystkiego. Szliśmy tą samą drogę, aby
wszystko odnieść tam, gdzie składowali swoje jedzenie, wodę i tak dalej.
Poczułam, że ktoś idzie blisko mnie, oczywiście musiał to być on.
Zrobiłam krok w bok, jednak jak widać dla niego to nie była żadna
przeszkoda, gdyż z uśmiechem zjawił się obok. Taki ruch ponowiłam
jeszcze kilka razy, jednak nie dał oczekiwanego efektu.
- Uciekasz przede mną? – Wyszeptał, nachylając się nade mną
- Nie – odrzekłam szybko czując ciepło na policzkach. Nigdy nie
wiedziałam jak się odnosić do płci przeciwnej, może nie tyle się ich
bałam, co wstydziłam i nie rozumiałam, byli dla mnie jak obcy, których
trzeba najpierw rozkroić, aby się przekonać, o co im tak naprawdę
chodzi. No cóż taka już byłam. Zanim zdążył cokolwiek powiedzieć
dorównałam kroku dwóm dziewczyną, można wręcz powiedzieć, że schowałam
się za czarnowłosą dziewczyną, czując się nieco pewniej przy niej. Nie
wiem czy to zauważyła czy też nie, ale na jej twarzy pojawił się
delikatny uśmiech, który odwzajemniłam. Na miejscu pokazały mi gdzie
wszystko położyć, wraz z moimi rzeczami. Tak też zrobiłam. Usiadłam na
czymś w rodzaju parapetu, pod którym jak miewam kiedyś był grzejnik, bo
właśnie jego tam brakowało.
- Trzeba będzie iść zobaczyć czy w czasie jak nas nie było nic się nie
wkradło – odpowiedziała Sylvanas – Z tego, co się orientuje teraz jest
kolej Berto, co nie, Gwen? – Spojrzała na czarnowłosą z uśmiechem, a ta
skinęła głową potwierdzając jej słowa. Zauważyłam coś niezwykle
ciekawego, przynajmniej dla mnie. Te dwie niesamowicie dobrze się
dogadują, i zawsze pytają siebie nawzajem o zdanie, chyba naprawdę
traktują siebie jak rodzinę, w sumie trochę mi głupio, że się do nich
wprosiłam, bo jak można to inaczej nazwać? Nawet im tego zazdrościłam,
jeśli kiedykolwiek uda się znaleźć wyjście, nawet się nie zastanawiałam,
do kogo pójdę, rodziny nie mam, połowa moich przyjaciół nie chce mnie
znać, a druga połowa, ech ciężko mi o tym myśleć, ale szczerze wątpię,
aby byli jeszcze przy życiu.
- To może niech nowa idzie ze mną – usłyszałam nagle, na co od razu
podniosłam głowę nie widząc zbytnio, o czym właśnie jest mowa – Zobaczy
się jak radzi sobie w walce – psychiczny uśmiech chłopaka nie schodził z
jego twarzy. Błagalnym wzrokiem spojrzałam na dwie dziewczyny, miałam
wrażenie, że mówi coś w stylu „Nie zostawiajcie mnie z nim”
- Sylvanas może lepiej Ty z nim idź? – Zaproponowała nagle Gwen, och
moje uratowanie – Lepiej żeby nie zrobił niczego głupiego – machnęła na
niego ręką – Ja jej wytłumaczę, co i jak
- No dobra, ruszaj się idziemy – dziewczyna bez skrępowania złapała go
za kołnierzyk przy marynarce i nie czekając na jego reakcję pociągnęła
do w stronę korytarza, co wywołało u mnie jedynie cichy śmiech. Zostałam
sama z dziewczyną, spojrzałam na nią nie ruszając się z miejsca
- To jak zauważyłaś są u nas takie jakby patrole. Co jakiś czas chodzimy
sprawdzając czy wszystko jest okej, zazwyczaj chodziliśmy dwójkami, a
jedna osoba tutaj zostawała, teraz przynajmniej będę tutaj dwie osoby –
wytłumaczyła na co skinęłam porozumiewawczo – Jedzenia raczej nie bierz
sama, staramy się aby starczyło go jak najdłużej więc wydzielamy porcję
dla każdego – mówiła dalej zastanawiając się najwyraźniej nad
najbardziej istotnymi rzeczami
- Rozumiem – odpowiedziałam łagodnie – I tak nie jadam za dużo, mogłam
zapytać o coś… Bardziej osobistego? – Zapytałam niepewnie, w sumie nie
wiedziałam jak zareaguje na to pytanie, mogła być miła, ale mogła też i
nie lubić nachalnych ludzi, a taka być nie chciałam
- O co? Spojrzała na mnie z powagą
- Nie chce być jakaś nachalna czy też wścibska, ale na Twojej grzywce
jest jedno pasemko, innego koloru – ponownie spojrzałam na jej włosy –
Byłam tylko ciekawa czy masz tak od zawsze, nigdy z niczym podobnym się
nie spotkałam – wyjaśniłam szybko – Ale ja nie nalegam na odpowiedź –
dodałam równie szybko, patrząc na nią wyczekująco. W sumie mogła na mnie
nakrzyczeć, co bym oczywiście zrozumiała i raczej bym nie była zła czy
coś w tym stylu, jest wiele opcji i chyba jestem gotowa na każdą z nich,
bo w końcu kto pyta nie błądzi.
(Gwen?)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz