poniedziałek, 13 lipca 2015

Od Taigi

Dostałam swój kąt, co prawda nie jest on do końca „mój”, bo przecież w każdej chwili ktoś może tutaj wejść, jak gdyby nigdy nic. Jednak mimo wszystko czuję się komfortowo. Na moim brzuchu siedzi mały, czarny kotek z łatką na brzuchu. Na pyszczku ma wyszyty mały uśmiech. Minęło już ponad 10 lat, a ja dalej pamiętam jak pierwszy raz chwyciłam go w swoje łapki, napawając się zarówno jego widokiem jak i miękkim futerkiem. Żyłam już w gildii, byłam tam najmłodsza, a co za tym idzie najbardziej prześladowana, przez tych starszych. Dopiero po dwóch latach, zaczęłam być bardziej doceniana, ale nie o tym teraz. Mój mistrz, a zarazem opiekun, podarował mi tą małą maskotkę po jednym z treningów. Chciałam się poddać, odejść, uciec gdzieś daleko, jednak mi nie pozwolił. Twierdził, że ten mały przyniesie mi szczęście. Cóż to się jeszcze okaże. Usłyszałam czyjeś kroki, więc mój przyjaciel wylądował pod poduszką.
- Tai, Twoja kolej na obchód – ujrzałam, Gwen, która powoli weszła do celi. Skinęłam jedynie głową – Mam nadzieje, że znajdziemy coś dobrego do jedzenia, bo mam dość jednych i tych samych konserw – zrobiła mały grymas, przez co lekko się zaśmiałam
- Idzie się przyzwyczaić – zeskoczyłam ze swojej pryczy i poszłam za dziewczyną. W sumie dzisiaj było nawet spokojnie. W jednym pomieszczeniu znalazłyśmy trochę leków, jednak jedzenia nie było. Więc jeszcze trzeba będzie się męczyć z tymi konserwami, które mamy. Prawdę mówiąc również za nimi nie przepadałam, jednak człowiek głodny, nawet nie zwraca uwagi na smak, ważne żeby było, co do ust włożyć.
- Czyli wracamy – przeciągnęłam się, gdy znalazłyśmy się na końcu korytarza – Nie dziwi Cię, że żadnego dzisiaj nie spotkałyśmy? – Zapytała, gdy zaczęłyśmy wracać, jednak dziewczyna jedynie wzruszyła ramionami
- Może się akurat przeniosły, jednak teraz ich nie ma, ale za dwie godziny mogą się tutaj pojawić – westchnęła. Miała rację, teraz może być czysto, ale w sumie nawet w tej chwili mogą się tutaj zbliżać.
- Znowu ktoś nowy – Usłyszałyśmy od Sylv, gdy tylko przekroczyłyśmy próg. Obie spojrzałyśmy na nią pytająco i wyczekująco zarazem – Nazywa się Nagito, ma podobno moc kryształów, brzmi całkiem przydatnie. Tarcza z kryształu mogłaby się nam przydać – położyłam obok stolika torbę, gdzie znajdowały się znalezione leki. Kolejny żywy, więzienie jest duże, może ich być znacznie więcej. Moc kryształów, pierwsze słyszę.
- Gdzie jest? – Gwen wskoczyła na stolik, biorąc butelkę wody
- Pokazałam mu cele, gdzie może wypocząć, nie wiem czy nie wszedł do Twojej Tai, albo obok – zaczęła zamyślona
- Mojej? – Jęknęłam niezadowolona, nie czekając na odpowiedź ruszyłam w tą stronę.
Przy moim łóżku zauważyłam jak miewam chłopaka. Klęczał, robiąc coś tak zaciekle, że nawet nie zauważył, kiedy znalazłam się w progu. Na głowie miał kaptur, więc za wiele nie widziałam. Zrobiłam jeszcze dwa kroki w przód
- Mogę wiedzieć, co Ty robisz przy moim łóżku? – Warknęłam. Odwrócił się z psychicznym uśmiechem, do teraz myślałam, że psychicznie uśmiecha się Barto, jednak on go przebija. W jednej ręce miał już stare nożyczki, wyglądały na krawieckie. Natomiast w drugiej ujrzałam mojego biednego przyjaciela, z którego wychodziła wata, był rozcięty zarówno na brzuchu jak i na pyszczku. Patrzyłam na to, nie wiedząc, co powiedzieć.
http://3.bp.blogspot.com/-sv2NSDQ22OM/VaELGNJoOpI/AAAAAAAAFU4/8rMW7TfA7T0/s400/fairy_tail_386___erza_scarlet_by_designerrenan-d7kt20b.png- He? – Spojrzał na mnie, jakby moje słowa odbiły się od niego niczym od ściany. Zacisnęłam zęby, a w ręce pojawiła się katana
- Zepsułeś mi kotka! – Wycedziłam przez zęby, napierając na niego z mieczem w dłoni
Sprytnie ominął mój ruch, jednak to mnie nie powstrzymywało. Dalej się uśmiechał omijając moje wszystkie ruchy, tak jakby dokładnie wiedział, gdzie padnie następny cios. W końcu znalazł się pod ścianą, a ja uśmiechnęłam się, jednak mój uśmiech, nawet nie mógł się równać z jego. Chciałam go przeciąć w połowę, zrobić to samo, co on zrobił z moją maskotką. Niestety odepchnął mnie, ale zdążyłam złapać za jego bluzę, przez co upadł razem ze mną. Moja katana, automatycznie znikła. Jednak poczułam coś dziwnego. Otwarłam oczy i ujrzałam jego ręce na swoim biuście
http://25.media.tumblr.com/aad545f94d86821fc0e077ee8b350a9f/tumblr_moly90sy3L1qkw2uho1_500.gif- Co Ty ku*wa robisz?! – Krzyknęłam na cały głos, kopiąc go z całej siły, tak, że walnął o ścianę. Wstałam i szybko się otrzepałam
- To był wypadek, głupia – mruknął
- Wypadek! Wypadek?! – Zaczęłam zakrywając rękami swój biust – Pewnie najlepiej tak powiedzieć – burknęłam – A teraz wali mnie jak to zrobisz, ale szukasz igły i nici i zszywasz mojego pluszaka! – Ponownie krzyknęłam dokładnie mu się przyglądając

(Nagito?)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz