- Tai, Twoja kolej na obchód – ujrzałam, Gwen, która powoli weszła do celi. Skinęłam jedynie głową – Mam nadzieje, że znajdziemy coś dobrego do jedzenia, bo mam dość jednych i tych samych konserw – zrobiła mały grymas, przez co lekko się zaśmiałam
- Idzie się przyzwyczaić – zeskoczyłam ze swojej pryczy i poszłam za dziewczyną. W sumie dzisiaj było nawet spokojnie. W jednym pomieszczeniu znalazłyśmy trochę leków, jednak jedzenia nie było. Więc jeszcze trzeba będzie się męczyć z tymi konserwami, które mamy. Prawdę mówiąc również za nimi nie przepadałam, jednak człowiek głodny, nawet nie zwraca uwagi na smak, ważne żeby było, co do ust włożyć.
- Czyli wracamy – przeciągnęłam się, gdy znalazłyśmy się na końcu korytarza – Nie dziwi Cię, że żadnego dzisiaj nie spotkałyśmy? – Zapytała, gdy zaczęłyśmy wracać, jednak dziewczyna jedynie wzruszyła ramionami
- Może się akurat przeniosły, jednak teraz ich nie ma, ale za dwie godziny mogą się tutaj pojawić – westchnęła. Miała rację, teraz może być czysto, ale w sumie nawet w tej chwili mogą się tutaj zbliżać.
- Znowu ktoś nowy – Usłyszałyśmy od Sylv, gdy tylko przekroczyłyśmy próg. Obie spojrzałyśmy na nią pytająco i wyczekująco zarazem – Nazywa się Nagito, ma podobno moc kryształów, brzmi całkiem przydatnie. Tarcza z kryształu mogłaby się nam przydać – położyłam obok stolika torbę, gdzie znajdowały się znalezione leki. Kolejny żywy, więzienie jest duże, może ich być znacznie więcej. Moc kryształów, pierwsze słyszę.
- Gdzie jest? – Gwen wskoczyła na stolik, biorąc butelkę wody
- Pokazałam mu cele, gdzie może wypocząć, nie wiem czy nie wszedł do Twojej Tai, albo obok – zaczęła zamyślona
- Mojej? – Jęknęłam niezadowolona, nie czekając na odpowiedź ruszyłam w tą stronę.
Przy moim łóżku zauważyłam jak miewam chłopaka. Klęczał, robiąc coś tak zaciekle, że nawet nie zauważył, kiedy znalazłam się w progu. Na głowie miał kaptur, więc za wiele nie widziałam. Zrobiłam jeszcze dwa kroki w przód
- Mogę wiedzieć, co Ty robisz przy moim łóżku? – Warknęłam. Odwrócił się z psychicznym uśmiechem, do teraz myślałam, że psychicznie uśmiecha się Barto, jednak on go przebija. W jednej ręce miał już stare nożyczki, wyglądały na krawieckie. Natomiast w drugiej ujrzałam mojego biednego przyjaciela, z którego wychodziła wata, był rozcięty zarówno na brzuchu jak i na pyszczku. Patrzyłam na to, nie wiedząc, co powiedzieć.
- He? – Spojrzał na mnie, jakby moje słowa odbiły się od niego niczym od ściany. Zacisnęłam zęby, a w ręce pojawiła się katana - Zepsułeś mi kotka! – Wycedziłam przez zęby, napierając na niego z mieczem w dłoni
- Co Ty ku*wa robisz?! – Krzyknęłam na cały głos, kopiąc go z całej
siły, tak, że walnął o ścianę. Wstałam i szybko się otrzepałam - To był wypadek, głupia – mruknął
- Wypadek! Wypadek?! – Zaczęłam zakrywając rękami swój biust – Pewnie najlepiej tak powiedzieć – burknęłam – A teraz wali mnie jak to zrobisz, ale szukasz igły i nici i zszywasz mojego pluszaka! – Ponownie krzyknęłam dokładnie mu się przyglądając
(Nagito?)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz